Ads 468x60px

środa, 11 stycznia 2017

Cixin Liu "Die drei Sonnen" (The Three-Body Problem) - czyli jak zdradzić ludzkość (i czemu to robić)



Wydawnictwo: Heyne
Tytuł oryginału: 三部曲《三体》
Tłumaczenie z chińskiego na niemiecki: Martina Hasse
Data wydania 12.12.2016
Liczba stron: 587
Cena: € 14,99 
Pierwszą przeczytaną przeze mnie w tym roku książką jest rzecz dość egzotyczna (nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam coś chińskiego autora), która w dodatku okazała się małą sensacją. "The Three-Body Problem" zafascynowała Baracka Obamę i Marka Zuckerberga, narobiła szumu na światowych rynkach wydawniczych, zdobyła Nagrodę Hugo i w ciągu tygodnia od wydania w Niemczech wspięła się na prestiżową listę bestsellerów Spiegla, co już samo w sobie jest niezwykłe, zważywszy, iż mamy do czynienia z literaturą science fiction, przez wielu nadal traktowaną pobłażliwie i niszowo. 

Wszystkich, którzy w tym momencie odwrócą się od tej notki z niechęcią, bo "czegoś takiego" nie czytają, pragnę zapewnić, że spore fragmenty tej powieści mają więcej wspólnego z historią niż futurologią, a jej niezwykły setting jest na tyle atrakcyjny, że może stanowić satysfakcjonującą lekturę nawet dla tych, którzy zazwyczaj o statkach kosmicznych, bitwach na laserowe miecze itepe nie czytają. Zarazem muszę też ostrzec, że jeśli ktoś chciałby mimo wszystko zmierzyć się z tym wyzwaniem, powinien posiadać choćby rudymentarną wiedzę z dziedziny fizyki, a nawet matematyki, a przynajmniej cień gotowości, by tejże liznąć (śmiałkowie zaś będą mogli nie tylko polizać, ale i obeżreć się do syta, gdyż w książce zawarto właściwie małe wprowadzenie do fizyki kwantowej). 

Ci, którzy gdzieś na okładce czy w omówieniach wyczytali, że chodzić tu będzie o historię o pierwszym kontakcie z pozaziemską cywilizacją, dość długo poczekają na pierwszą wzmiankę o Obcych. Opowieść zaczyna się bowiem całkiem niesajensfikszynowo, w Chinach, w okresie szalejącego brutalnie terroru rewolucji kulturalnej. Astrofizyczka Ye Wenije staje się świadkiem zakatowania na śmierć własnego ojca, również naukowca, zadenucjowanego przez zagorzałych partyjnych funkcjonariuszy. Sama też staje się ofiarą czystki, choć o włos unika śmierci. Skazana na banicję, trafia do tajnej bazy militarnej, w której prowadzi się nasłuch wrogich wywiadów. Już sama droga, jaką Ye pokonuje, by z dotkniętej sankcjami i zdegradowanej badaczki zostać zdrajczynią ludzkości i przywódczynią przypominającą sektę organizacji, jest fascynująca, ale Liu wymaga od czytelnika (i daje mu) znacznie więcej. 

Wymaga przede wszystkim refleksji. O kondycji ludzkiej cywilizacji w ogóle, o granicach nauki, o samotności, o rozczarowaniu, zdradzie i woli walki, która rodzi się, choć nie ma nawet najmniejszej szansy na zwycięstwo. Wymaga też myślenia. Prawdziwego wysiłku intelektu, użycia maksymalnego potencjału umysłu i wyobraźni, by przełamać ograniczenia znanych nam wymiarów. Chce również, byśmy zagłębili się w wykreowany świat pewnej fabularnej gry, której jedynym celem jest rozwiązanie znanego problemu trzech ciał, nad którym głowili się matematycy i znawcy mechaniki klasycznej. 

A wszystko to podaje z różnych perspektyw czasowych i osobowych; Ye Wenije jest tylko jedną z narratorek, swoją historię snuje również fizyk i specjalista od nanotechnologii Wang Miao, a także sami Obcy. Liu to cofa się w przeszłość, to wybiega dalego w przyszłość, to prowadzi do fikcyjnego świata gry, a czytelnik pojmuje coraz więcej z ogromu nieprawdopodobnego dylematu bohaterki i tragedii całej ludzkości. 

Czyli co, rewelacja? Nie do końca. To nie jest książka, którą połyka się w jeden weekend. Jeśli naprawdę chce zrozumieć się pewne przedstawione tutaj zagadnienia, a nie tylko prześliznąć się po ich powierzchni, może okazać się konieczne powracanie do niektórych fragmentów, czytanie ich raz po raz, brnięcie przez długie strony teoretycznych dywagacji, co nie każdemu się spodoba. Trud ten zostanie wynagrodzony efektem "aha!", ale jest to trud niemały. I jest coś jeszcze, co mnie tu uwierało: antropozofizacja obcych. Jak każdy myślący człowiek i miłośnik fantastyki w szczególności, wyobrażam sobie pozaziemską cywilizację jako coś, czego... właśnie nie można sobie wyobrazić. Obcość Obcych musi być nieogarnięta, tak bardzo niespójna z ludzkim postrzeganiem świata, z naturą człowieka, jego kulturą, nie mówiąc o języku, że nie sposób szukać tu zbieżności z tym, co znamy i rozumiemy. Tymczasem Liu przedstawia Obcych jako nieco bardziej rozwiniętą, trochę inną wersję nas (choć nigdzie nie znajdziemy ich opisu). Fragmenty, w których opisuje ich reakcję na odkrycie Terrestrian, czyli nas, ich rozmowy (!), łącznie z typowo humanoidalną komunikacją nonwerbalną, ich emocje, wydały mi się nieco naiwne. 

"The Three-Body Problem" raczej nie jest kamieniem milowym literatury fantastycznej, choć niewątpliwie jest dziełkiem frapującym, wartym lektury. Tym bardziej więc cieszy informacja, że Rebis planuje wydanie powieści w tym roku. A tak w ogóle, to jest to pierwsza część trylogii. I dobrze. 

Pierwsze zdanie: "Atak Czerwonego Zjednoczenia na kwaterę główną Kompanii 28 Kwietnia trwał od dwóch dni."*
Gdzie i kiedy: Chiny i planeta Trisolaris, od 1967 roku do dziś 
W dwóch słowach: jesteście robactwem
Dla kogo: dla fizyków i astronomów, dla rozczarowanych ludzką cywilizacją i fanów inteligentnej literatury
Ciepło / zimno: 85°
* Przekład mój na podstawie przekładu niemieckiego 

12 komentarzy:

  1. A wiesz, mnie tam nie przeszkadza niwelowanie obcości Obcych. Bo owszem, różnica powinna być, ale jeśli będzie zbyt dużą, to po prostu nie uda się utrzymać komunikacji. A bez tego fabuła utyka w martwym punkcie i pozamiatane.

    Sama jestem ciekawa tej pozycji, zwłaszcza, że promuje ją Ken Liu, którego bardzo cenię (choć jednak raczej jako twórcę opowiadań niż powieściopisarza).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, może mam skazę zawodową, ale właśnie o tę komunikację głównie mi chodzi. Jasne, jeśli cywilizacje są tak sobie obce, że porozumienie nie wchodzi w grę, to nie ma o czym pisać, ale warto byłoby zachować choć odrobinę realizmu pod tym względem. Jeśli tłumaczenie przekazu Obcych odbywa się tak, że bohaterka wciska guzik i hop, ma zdeszyfrowaną wiadomość, to coś tu jest nie tak. Odwrotnie zresztą też. Skąd wiadomo, że Obcy w ogóle mają coś takiego jak państwo, wiedzą, co to jest pacyfista? Może są jednolitym, całkowicie pozbawionym agresji gatunkiem, bez aspiracji terytorialnych? Jeśli w rzeczywistości pozajęzykowej coś nie istnieje, to trudno oddać to w tłumaczeniu. Taki przekaz wymaga znajomości kultury uczestników komunikacji, a na tym etapie nie było w ogóle to możliwe. Bardziej przemówił do mnie pod tym względem "Nowy początek", Ted Chiang ma trochę większe pojęcie o lingwistyce i komunikacji niż Cixin Liu, który jest świetnym astronomem i fizykiem. Choć może Liu celowo to uprościł, bo wolał się skupić na innych aspektach.

      Usuń
    2. Hm, to już nawet w Star Treku głębiej wchodzili w tematykę międzygatunkowych trudności komunikacyjnych... Cóż, ocenię, jak przeczytam.
      (oraz przypomniałaś mi, że musze przeczytać w końcu swoje opowiadania Chianga, bo nie mogę bez tego obejrzeć Arrival)

      Usuń
    3. O tak, koniecznie! Ja też mam parę jego opowiadań do nadrobienia (w Niemczech wyszły dwa tomy, ale nie porównywałam z tym, co się ukazało w Polsce), i przyznam szczerze, że film obejrzałam bez znajomości opowiadania...

      Usuń
  2. Czy oczekiwanie obcości Obcych ma coś wspólnego z lekturą "Solaris" w początkowej fazie kontaktów z literaturą fantastyczną?

    A jeśli chodzi o książkę, to mnie zaintrygowałaś. No i kwalifikuję się do zdefiniowanego przez Ciebie targetu tej pozycji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Solaris, może, na pewno zaś "Nowy początek" i parę innych pozycji traktujących o problemie obcości, komunikacji i jej granic. Tutaj zostało to potraktowane bardzo po macoszemu, dziecinnie, niewiarygodnie. Chyba, że coś się pojawi w kolejnych tomach, co uzasadniałoby takie właśnie rozwiązanie, kto wie.
      Cieszę się, że mogłam zaintrygować:-) Domyślam się, że w targecie chodzi o fanów inteligentnej literatury, bo nie podejrzewam, że jesteś astronomem?...

      Usuń
    2. Nie, nie jestem astronomem :) ale od kiedy nie muszę się uczyć fizyki, to jakoś bardziej ją lubię i z własnej nieprzymuszonej woli coś tam sobie podczytuję, czasem zahaczając i o astronomię...
      A wracając do książek, to niezły przekrój obcości obcych można znaleźć w "Trylogii kosmicznej" Borunia i Trepki :) (trochę się te książki zestarzały, ale taki już los klasyków ;))

      Usuń
  3. NARESZCIE NOWY WPIS - DZIĘKUJĘ AGNIESZKO !!!
    Już czekam na książkę. Obcy... Kontakt... chyba naiwnie jest oczekiwać, że jak na siebie wpadniemy - "zaopiekują się" nami, udostępnią technologię okazując przyjaźń. Patrząc na to co ludzie wyczyniają w swoim świecie - obawiałbym się kontaktu.
    Właśnie ostatniej nocy pod mój dom przybyło stado obcych. Znaleźli w okolicy pożywienie. Poruszali się w 12 "osobowej" grupie. Byli świetnie zorganizowani. Alarm wszczął mój przyjaciel - CZARNY. SCZERZYŁ KŁY i miotał się broniąc granicy wyznaczonej blisko dwumetrową stalową siatką. Najstarszy z osobników zbliżył się do ogrodzenia. Nie szukał kontaktu. Absorbował CZARNEGO. Patrzył mu prosto w oczy - a jego białe, ostre i długie kły lśniły w blasku księżyca. Stali tak naprzeciw siebie marząc o tym, by skoczyć sobie do gardeł. Metalowa kurtyna była jednak nieprzekraczalną granicą - czymś co uniemożliwiało rozpoczęcie upragnionej krwawej wojny. O co? O strefę wpływów, o władzę? Wiem! O życie.
    Stałem w drzwiach swojej kwatery. Wyłączyłem światła. Słyszałem gorące oddechy pozostałych jedenastu. Czułem dreszcze przeszywające moje ciało.
    Gdy skończyli - dowodzący odwrócił się wolno od kurtyny. Podszedł do reszty i poprowadził grupę w otaczającą ciemność. CZARNY podszedł do mnie. Siadł, polizał moją dłoń. Pogłaskałem go czule - mówiąc: Dobry Pies. Pilnuj domu. Trząsł się z emocji.
    ... Chciałbym by przybyły specjalne oddziały i rozwiązały problem. Po co mi obcy.

    Przepraszam za zawracanie głowy. To tylko trochę niedopowiedziana opowieść o odwiedzinach mojego miejsca na ziemi przez stado dzików. To trochę odpowiedź na nurtujące Cię pytanie dlaczego Obcy w recenzowanej książce są tak ludzcy. Tylko w takim przypadku jest szansa na nić porozumienia (choć podboje Europejczyków w Ameryce nie wróżą nawet w takim przypadku dobrze). W każdym innym zostaniemy potraktowani (z dużym prawdopodobieństwem) jako zagrożenie, może nawet nie zostaniemy zauważeni. No chyba, że spotkamy na swojej drodze MIŁOSIERNEGO... BOGA.

    Maciej Misztal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Maćku!
      Fajna odpowiedź :-)
      Głowy nie zawracasz, czytam z przyjemnością. Ja tam sobie myślę, że ludzie są bardzo agresywnym i skłóconym gatunkiem i gdyby rzeczywiście kiedyś doszło do Kontaktu, to byłoby trudno wypracować jakiś jednolity front komunikacyjny. I to właśnie o tym jest ta książka. Zresztą trochę było też o tym w "Arrival"...

      Usuń
  4. Będę wypatrywać ale nie na czytniku. Przeglądanie tam i z powrotem murowane, wygląda na książkę do studiowania, czyli warta zainteresowania :)
    opty2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, raczej tak. Niemieckie wydanie zostało w dodatku opatrzone bardzo licznymi przypisami (częściowo sporządzonymi przez samego autora), jest naświetlone tło historyczne, zgłębione rozmaite naukowe wtręty, nie mówiąc o informacjach na temat wymowy i transkrypcji chińskich nazwisk. Ciekawa jestem, czy w polskim wydaniu też to będzie :-)

      Usuń
  5. Awesome blog, i always enjoy & read the post you are sharing!
    Thank for your very good article...!
    ตารางบอล

    OdpowiedzUsuń